David Morrell - Totem
 




Polecam czytanie Action Maga dołączanego do
CD-Action


Ostatnio wydane:



Podobno każdy z nas ma gdzieś wewnątrz siebie drugą stronę własnej natury. Tę, którą zostawiliśmy za sobą dziesiątki tysięcy lat ewolucji temu. Ciemna, zwierzęca strona człowieka. Jej relikty, ukryte głęboko w naszej świadomości, dają o sobie znać, kiedy z dreszczykiem przyjemności myślimy o czyimś nieszczęściu, kiedy ciągnie nas do oglądania śmierci na żywo, kiedy mamy po prostu ochotę wyładować złość na kimkolwiek, czy czymkolwiek w pobliżu nas. W "Totemie" ta gorsza strona wychodzi na wierzch - i to dosłownie. Bohaterowie książki muszą się zmierzyć nie tylko z własną przeszłością, nie tylko z obezwładniającym ich strachem, ale przede wszystkim z nowym, tajemniczym wirusem...

Główny bohater - policjant Nathan Slaughter - przyjeżdża do Potter's Field, by zapomnieć o dramacie, który przeżył. Wykonując swoje obowiązki policjanta w Detroit niemal traci życie. Chciał się pozbierać. Otworzył atlas i uderzył palcem w mapę. Traf chciał, że akurat w małe miasteczko w stanie Wyoming. Osiedla się, zakłada stadninę koni, którą trochę nieudolnie prowadzi. W końcu zostaje szeryfem, ale w Potter's Field największym problemem może być najwyżej jakaś małżeńska kłótnia. Kiedyś jednak ten spokój musiał zostać zakłócony. Farmer odkrywa bydło pomordowane przez jakieś zwierzę. Prosi o pomoc weterynarza, ale ten podczas sekcji umiera na zawał, zabierając ze sobą paraliżującą prawdę. W okolicy zaczynają wariować zwierzęta. Podejrzewa się, że to wina wścieklizny, którą przyprowadziły ze sobą dzikie psy z pobliskich gór. Tyle tylko, że wirus atakuje z przerażającą szybkością...

Z książką wiąże się ciekawa historia. Obecnie jest wydana drugi raz - w dwa razy większej objętości. Pierwszy wydawca amerykański zażądał od autora sporych zmian, aby, w swoim mniemaniu, książka była ciekawsza. Przezorny David jednak nigdy nie wyrzuca kartek, na których to zdarza mu się bazgrać i kiedy znalazł na strychu rękopis, postanowił zarobić drugi raz :]. W zamyśle autora miał być to horror... Sam King mówił, że w książce jest obezwładniający strach. Hm... Ja go niestety nie spotkałem. Samotny bohater z garstką pomocników, na dodatek w sporze z miejscowym burmistrzem, stara się pokonać hordy bestii. Coś mnie nie przekonuje. Nie chodzi o to, że to niemożliwa sprawa, bo to akurat naprawdę dla mnie sprawa obojętna, ale od horroru oczekuję, żebym choć trochę się bał, czy z niepokojem czekał na kolejne rozdziały i rozwój wypadków. Tymczasem ta powieść jest wystarczająco przewidywalna, żeby nie móc się od niej nie oderwać.

Morrell jest, ciekawostka, autorem książki "Rambo, pierwsza krew". Podejrzewam, że lepiej czułby się, pisząc właśnie taka sensacyjną książkę, niż starając się stworzyć thriller, czy horror. Na plus mogę zaliczyć narrację z perspektywy opętanych wirusem osób. Tutaj naprawdę trzeba autora pochwalić.. Przypomina trochę swoim pisaniem Mastertona, choć jest mu do niego daleko. Może zabrakło trochę więcej fantastyki. U Morrella wszystko jest w zasadzie realne. Kto wie, czy taki wirus nie istnieje gdzieś w afrykańskim buszu...? Ale Cook potrafi w takiej sytuacji doprowadzić do wrzenia krwi w żyłach... Dodatkowo książka szybko się kończy. Nie chodzi o to, że jest krótka, ale kiedy akcja się rozkręca, następuje skondensowane na dwóch stronach zakończenie... Jakby ktoś kazał nagle autorowi skończyć, alby gdyby sam autor stwierdził, że dość i ani strony więcej.

Na pewno na półkach księgarni czy bibliotek jest o wiele więcej powieści, które przyciągną cię bardziej niż "Totem". Jeśli jesteś fanem "Rambo", możesz sięgnąć i poczuć znów klimat walki w niewielkim miasteczku otoczonym łańcuchem górskim i otaczającym go lesie. Ja się na tej książce zawiodłem...

Michu

Copyright © 2002-2008 by Clive Cussler Site
Wszelkie prawa zastrzeżone