Franz Kafka - Proces
 




Polecam czytanie Action Maga dołączanego do
CD-Action


Ostatnio wydane:



"Proces" to dziwna książka. Dziwna powieść. Absurdalna, że tak powiem. Taaak. Absurd to idealne słowo. Doskonałe wręcz... I napisana jest w taki co najmniej dziwny sposób. Może trochę absurdalny. Tak, chyba tak. Absurdlany. Ale o czym ten "Proces"? Nie wiadomo. Może o życiu? Ale czyim? Nie wiem. Moze naszym? Skąd mogę wiedzieć? To taka dziwna książka. Taka absurdlana.......

Ten nieco absurdlany (to będzie słowo klucz w interpretacji tej powieści :-)) wstęp to doskonały sposób do wprowadzenia do tej recenzji. Zaczynając czytać "Proces" nie wiedziałem nic. Ani o czym jest, nie znałem wcześniej Kafki i na pewno nie spodziewałem się, że mimo całej swojej "inności", książka będzie tak ciekawa. Ale może najpierw nieco o fabule. Bohaterem powieści jest niejaki Józef K. Anonimowa postać w anonimowym mieście. Jest urzędnikiem w pewnym banku, a jego życie toczy się niesamowicie schematycznie. Tymczasem pewnego dnia jego spokojna i nikomu niewadząca egzystenzja zostaje zburzona. W mieszkaniu zastaje urzędników z pewnego sądu, którzy w oznajmiają mu, że został oskarżony. Absurd polega na tym, że do końca powieści Józef K. nie dowie się (a my razem z nim) o co tak właściwie go oskarżono i kto go w zasadzie oskarżył. Na tym absurd wcale się nie kończy, a raczej rozpoczyna. Przede wszystkim sam proces toczy się bez praktycznie żadnych reguł. Oskarżony nie ma praktycznie możliwości obrony i wpływu na wynik procesu (mimo możliwości posiadania adwokata). Sam sąd też przyprawia nas co najmniej o uśmiech. Wszystkie kacelarie sądowe są ukryte gdzieś na strychu, a ich układ przypomina labirynt. Oskarżeni są zaś na najniższym stopniu drabiny i podlegają w sądzie wsyzstkim, od woźnych poczynając. Są w jakiś sposób uprzedmotowieni. Gdzie więc mają się do takiej sytuacji nasze narzekania na polski wymiar sprawiedliwości :-).

Józef K. na początku stara sie ignorować toczacy sie proces, ale z biegem czasu corac bardziej zagłębia się w nigo i szuka pomocy na różne sposoby. Cała książka to, można rzec, wędrówka Józefa w poszukiwaniu sprawiedliwości, która jednak dla przeciętnego obywatela jest niedostępna (zwracam uwagę na świetną przypowieść kapelana). Sąd jest w tej powieści instytucją wszechwładną a co jeszcze straszniejsze - nierefolmowalną.

Akcja powieści zamiyka się w ciągu jednego roku. Tyle dokładnie trwa proces Józefa K. Wszystko zaczyna się w dniu trzydziestych urodzin, a kończy w trzydzieste pierwsze urodziny, kiedy dowiadujemy sie jaki był wyrok. Mimo dziwnego języka, który świetnie uwypukla ten cały absurd otaczający głównego bohatera, powieść czyta się nadzwyczaj przyjemnie i sami w końcu wchodzimy w głąb procesu i się nim interesujemy. Teraz taka malutka dygresja. "Proces" jest lekturą szkolną i pewnie gdyby nie to, nawet nie spojrzałbym na nią,. Tak więc w tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Ministertwu Edukacji Narodowej i Sportu oraz mojej profesorce od języka polskiego :-).


Ocena: 7+/10

Copyright © 2002-2008 by Clive Cussler Site
Wszelkie prawa zastrzeżone