Stephen King - Wielki Marsz
 




Polecam czytanie Action Maga dołączanego do
CD-Action


Ostatnio wydane:



Media to czwarta władza, zwykło się mówić. Pewnie nie ma w tym przesady. Ale dopóki nie będą wykorzystywane nic złego nie powinno się dziać. Jest jeszcze kultura masowa. Miliardy telewidzów codziennie przed telewizorami z pilotem w ręku. I te wszędobylskie realisty show. Ludzie z własnej woli decydują się pokazywać swoje życie innym ludziom. Po co? Nie, żebym był najzagorzalszym przeciwnikiem tego rodzaju rozrywki. Rozumiem, że niektórzy (ja czasami też) jej potrzebują i nie ma w tym nic złego. Na razie… Trzeba jednak posiadać jakieś zasady, a te zdają się, nie wiedzieć czemu, zanikać. Już jakiś Anglik zdecydował się zagrać na żywo w rosyjską ruletkę. Nie wiem, czy wygrał, ale wiem,że ludzka fascynacja śmiercią może nas doprowadzić w nieco inne miejsce niż sobie wymarzyliśmy. Dzieli nas jedynie krok (co prawda dosyć spory) od pokazywania na żywo fizycznego cierpienia i śmierci. Bo tego chcą ludzie, a klient nasz pan…

Właśnie taki świat jest miejscem rozgrywania się akcji książki „Wielki Marsz”. Świat rządzony telewizją, w którym brak jest zasad. Stajemy się widzami realisty show, w którym setka śmiałków musi wciąż maszerować, bez żadnej przerwy, przez 24h na dobę. Jest kilka warunków. Uczestnik nie może mieć więcej niż 18 lat, trzeba iść z prędkością co najmniej 6 km/najmniej najmniej można dostać najwyżej 3 upomnienia. Potem dostaje się czerwoną kartkę. Na początku słyszymy opowieść, że na linii startowej znajduje się plama po ubiegłorocznym pechowcu, którego usztywniło na starcie i odpadł. Zastanawiamy się, dlaczego plama? Co się stało? Już niedługo się to wyjaśnia. Autor daje nam subtelne wskazówki, ale dopiero wraz z wyeliminowaniem pierwszego pechowca zauważamy, jaki jest to surrealistyczny świat. Odpadający dostaje po prostu kulkę w łeb… Gra idzie zatem o najwyższą stawkę. Jaka jest nagroda dla zwycięzcy? Co tylko sobie zapragnie.

Z wielką starannością King opisuje zachowanie tłumu kibiców (warto wspomnieć, że wszystko idzie na żywo w TV). Publiczność popada w ekstazę, kiedy uczestnicy marszu przechodzą obok. Nic dziwnego, bo marsz jest w zasadzie świętem narodowym Amerykanów. Pozbawiona człowieczeństwa publikarobi wszystko, by choć dotknąć bohaterów. Zdarzają się przypadki, że pakują odchody do słoika i potem stawiają na honorowym miejscu w domu.

Nie znamy dokładnie czasu, w którym dzieje się akcja, ale nie to było intencją Kinga. Można się domyślić, że w USA doszło do jakiegoś przewrotu politycznego. Nazywają to Zmianą. Mamy do czynienia z jakimiś Patrolami, Telefonem towarzyskim… Iście Orwellowska wizja państwa totalitarnego. Ciekawy zabieg autora potęguje te nasze pytania o jakieś umiejscowienie akcji. O Zmianie wspomina jeden z bohaterów raz. Tak saaqmo o telefonie. Trochę więcej mówią o Patrolach, ale to wszystko bardzo mało. Dla bohaterów jest to normalne (jak w Procesie Franza Kafki), a dla nas jest to absurd (i znów Kafka). Oni (bohaterowie) po prostu nie wiedzą, że my nie wiemy nic.

Fascynujące jest jak długo można pisać o chodzeniu, nie nudząc przy tym. Ciągle towarzyszymy jednemu bohaterowi, nie odstępujemy go nawet na krok. Poznajemy jego myśli, wspomnienia. Cierpimy razem z nim. Akcja opiera się na rozmowie, a nam się to nie nudzi. To jest niesamowite.

Powieść jest bardzo ciekawa. Kilka razy łapałem się na tym, że zastanawiałem się ile ja bym przeszedł. Najsmutniejsze jest to, że King pisząc książkę musiał skądś czerpać inspirację. Pewnie nie powstała sama z siebie. Niektóre rozmowy chłopców są na tyle dojrzałe, że mogą nas wprawić w osłupienie. Na zupełnie drugim biegunie jest zachowanie krwiożerczej publiczności, dla której nie liczy się nic oprócz kolejnego masowego orgazmu. Czujemy wielką odrazę, ale zastanawiamy się przypadkiem, czy my też tacy nie jesteśmy.

To jest dopiero moje drugie spotkanie z Kingiem i znów wielce udane. Kiedyś myślałem, że Masterton jest boski, ale przy Kingu to tylko rzemieślnik. Czekają mnie zatem długie wieczory z Kingiem (aka Bachmanem), czego i wam życzę.

Copyright © 2002-2008 by Clive Cussler Site
Wszelkie prawa zastrzeżone