Dean Koontz - Mroczne ścieżki serca
 




Polecam czytanie Action Maga dołączanego do
CD-Action


Ostatnio wydane:



Może na wstępie powinienem od razu zaznaczyć, iż byłem miłośnikiem powieści Koontza. Niestety to już czas przeszły. Od pewnego momentu powieści przez niego pisane przestały mnie zachwycać, a zaczęły irytować. W końcu ile razy można powielać ten sam schemat? Ile razy można kreować bohaterów przy pomocy tego samego zestawu cech? Owo zniechęcenie zaważyło na tym, iż przeczytana przeze mnie teraz powieść dość długo czekała na półce. Ponieważ jednak dawno nie czytałem książek Koontza, dlatego z przyjemnością przeczytałem kilkaset pierwszych stron. Właściwie powieść zaczęła się dość schematycznie. Samotny mężczyzna po przejściach poznał samotną kobietę po przejściach, a ponieważ miał ochotę poznać ją bliżej, więc nieopatrznie wpakował się w kłopoty. Okazało się, że jej tajemnica stwarza zagrożenie dla wszystkich, którzy zechcą ją poznać. Bohaterka była bowiem ścigana przez tajemniczą organizację, która nie przebierała w środkach. Tym samym bohater, Spencer Grant, sam stał się celem dla organizacji. Oczywiście nasz samotny bohater też miał swoją tajemnicę. W finale oba wątki naturalnie musiały się przeciąć w sposób tak niewiarygodny i absurdalny, że przypominał zakończenia w stylu deus ex machina. Konkretów nie zdradzę, gdyż jedyny urok książek Koontza polega właśnie na stopniowym odkrywaniu tajemnicy. Wyjawię jednak, iż zawiodłem się srodze. Liczyłem na opowieść grozy, a otrzymałem rzecz, która mogłaby wyjść spod pióra Ludluma, którego powieściami również w swoim czasie się zaczytywałem. Tyle tylko, że od pewnego momentu historie oparte na teorii spisku zaczęły mnie nużyć. Nie żebym odrzucał w ogóle teorię spisku, ale po prostu uważam, iż trzeba znać właściwe proporcje. Skłonny jestem uwierzyć w istnienie wąskiego spisku, ale nie rozległego, który swymi mackami oplata każdą dziedzinę rzeczywistości. Tymczasem Koontz dołączył do nurtu znajdującego całkiem sporo zwolenników w Stanach Zjednoczonych. Nurtu, który za wszelkie zło obarcza spisek rządu federalnego. To zabawne, jak ludzie od prapoczątków próbują sobie racjonalizować swoje niepowodzenia. Zawsze jest ktoś winny: chrześcijanie, trędowaci, templariusze, czarownice, masoni, Żydzi, komuniści itd. Wszyscy, tylko nie my sami. Zostawię może jednak tę ogólną refleksję i skupię się na powieści. Bohater, Spencer Grant, to samotnik, którego traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa rzucają cień na całe jego życie. Nie umie odnaleźć się wśród ludzi. Jego jedynym towarzyszem jest pies, którego antropomorfizuje do granic możliwości i z którym rozmawia...hmm, do którego właściwie monologuje. Koontz stworzył już wiele postaci takiego pokroju, a pies jest obecny w większości jego powieści, co może czytelnika znużyć. Mnie znużyło. Co do bohaterki, to ktoś już kilka lat temu w jakiejś prasowej recenzji zauważył, iż typowe dla powieści Koontza są silne kobiety. Tak jest i tym razem. Warto wspomnieć jeszcze o czarnych bohaterach. Liderem jest tu niewątpliwie Roy Miro, który w ramach gestu miłosierdzia zwykł zabijać przypadkowe osoby. Średnio jedną dziennie dla poprawienia nastroju. Oczywiście nie ma mowy o śledztwie, bo policjanci i wymiar sprawiedliwości czepiają się w powieści tylko uczciwych, a nie są w stanie skojarzyć przypadków tajemniczych zabójstw popełnionych z użyciem tej samej broni w kilkuset przypadkach. W trakcie lektury odniosłem wrażenie, że Koontz musiał uczynić z Roya monstrum, bo inaczej czytelnik skłonny byłby jeszcze uznać, iż racja jest po jego stronie, a nie po stronie uciekinierów.

Przedstawiłem główne osoby dramatu. Teraz zamierzam pastwić się nad absurdami powieści. Największy absurd, to pomysł, iż w Stanach Zjednoczonych mogłaby powstać tajna organizacja rządowa, której zadaniem byłoby ograniczanie swobód obywatelskich i fizyczne eliminowanie niewygodnych osób, a której ponadto podlegałyby wszystkie pozostałe instytucje rządowe. W kraju, gdzie wolność jest na piedestale, gdzie poprawność polityczna tłamsi zdrowy rozsądek, gdzie prasa nie zawaha się wytknąć prezydentowi i jego ekipie najmniejszych uchybień? Nawet zakładając, iż postanowiono powołać taką organizację, to w jaki sposób odbywała się rekrutacja w jej szeregi, skoro rzecz miała zostać utrzymana w tajemnicy, a potrzebni byli od zaraz zwolennicy totalitaryzmu i mordercy bez skrupułów? Zapewne ukazały się ogłoszenia w prasie: "Bezwzględni mordercy poszukiwani od zaraz." Zresztą załóżmy, iż skompletowano taki zespół. Czy byłoby możliwe, aby FBI, CIA, DEA itd. podporządkowały się tej nowej organizacji bez szemrania? To chyba wiedzą wszyscy, iż każda federalna organizacja stawia sobie za punkt honoru rywalizowanie z pozostałymi. Tymczasem u Koontza zgadzają się one brać na swoje konto akcje owej tajnej organizacji nawet wtedy, gdy są one przeprowadzane z gracją słonia w składzie porcelany i kończą się klęską. Już sobie wyobrażam, jak przykładowo szef FBI świeci oczami przed dziennikarzami za błędy popełnione przez agentów tej tajnej organizacji i bierze wszystko na siebie. Reasumując, jestem skłonny uwierzyć, że kilka wysoko postawionych osób spiskuje, ale nie uwierzę w spisek elit rządzących przeciw obywatelom, bo w systemie demokratycznym owe elity mogą zostać odsunięte od władzy. Taki już urok wyborów. No a wreszcie skuteczność owej organizacji. Może tylko przypomnę, iż w szeregach CIA i FBI działali przez kilkanaście lat na wysokim szczeblu agenci wywiadu radzieckiego a potem rosyjskiego, że owe doskonałe służby amerykańskie nie przewidziały upadku muru berlińskiego, że nie zapobiegły tragedii 11 września 2001 roku... Starczy, czy może mam dalej wyliczać? Wszystkie organizacje, nie tylko amerykańskie, są zawodne, bo opierają się na ludziach, a ludzie są zawodni. Każdy człowiek ma słabości. Te słabości działałyby zarówno na korzyść, jak i niekorzyść jakiejkolwiek tajnej organizacji. Dam już spokój taj organizacji. Po prostu w czasie lektury, gdy pojawiła się ona w pełnej krasie na kartach książki, mój wewnętrzny bzdurometr oszalał.

Bzdur wymieniłbym więcej: super technika inwigilacji satelitarnej pozwalająca rejestrować ruchomy obraz, satelity wyposażone w broń laserową, Żyrinowski jako twardogłowy komunista itp. itd. Starczy. Wezmę coś na ukojenie nerwów. Koontz w swoim czasie pisywał dużo lepiej.

Copyright © 2002-2008 by Clive Cussler Site
Wszelkie prawa zastrzeżone