Jeffery Deaver - Dwunasta karta
 




Polecam czytanie Action Maga dołączanego do
CD-Action


Ostatnio wydane:



Wyobraźcie sobie, że jesteście młodą czarnoskórą dziewczyną (wiem, że dla niektórych może okazać się to trudne, ale mimo to spróbujcie), przyjmijmy, że nazywacie się Geneva Settle. Jednocześnie macie przodka - weterana wojny secesyjnej, wyzwoleńca i aktywnego działacza na rzecz praw obywatelskich czarnej społeczności Ameryki.

Macie? Ok, to teraz wyobraźcie sobie, że musicie na temat tego przodka napisać pracę semestralną, ale podczas pobytu w czytelni muzeum, kiedy zbieracie informacje do tejże pracy atakuje was obcy mężczyzna. Z trudem udaje wam się uciec, a przestępca goniąc was zostawia tzw. zestawa gwałciciela i kartę tarota z wizerunkiem wisielca... Robi się ciekawie, nie? Wszystko wydaje się jasne - to była próba zgwałcenia. Ale czy na pewno? Dalsze śledztwo pokazuje, że to raczej nie ten powód kierował Thomponem Boydem, kiedy was atakował. Czy miało to związek z ową pracą? Czy to może zupełnie coś innego? Co oznacza tajemnicza "dwunasta karta"?

Aby dowiedzieć się prawdy, będzie trzeba odpowiedzieć na te wszystkie pytania. Podjąć się tego może tylko Lincoln Rhyme - sparaliżowany od szyi w dół błyskotliwy kryminalistyk. W pracy będzie mu oczywiście pomagała piękna Amelia Sachs. To już szósta powieść Deavera z tymi bohaterami. Do tej pory, wszystkie były znakomite. Jak jest tym razem? Nadal jest świetnie, aczkolwiek Deaver zbliża się niebezpiecznie do granicy, kiedy o jego ksiąkach będzie trzeba już mówić "tylko" bardzo dobre.

To może najpierw powiem co takiego mi się w tej powieści nie podobało. Przede wszystkim zakończenie, mimo, że dobre, jak zwykle zaskakujące, sprawia wrażenie nie do końca dopracowanego. Deaverowi chyba troszkę zabrakło pomysłu, co zrobić z tymi wszystkimi osobami, które mają na celu zmylenie czytelnika. Nie umiem tego tak do końca wytłumaczyć, po prostu końcówka jest trochę gorsza niż w innych książkach z serii o Lincolnie i Amelii. Z drugiej strony, jeżeli Deavera zaczniecie czytać właśnie od "Dwunastej karty" pewnie uznacie, że wszystko jest idealnie dopracowane, znakomite i w ogóle nie wiecie czego się czepiam...

Przechodząc do plusów, których jest w książce zdecydowanie więcej wymienić można na przykład rozwiązanie zagadki, która pojawiła się na ostatnich stronach "Maga". Tej ze skradzionymi prawymi butami. Kto go czytał z pewnością będzie pamiętać. Niby to jest taka niewiele znacząca rzecz, a cieszy. Pochwalić należy także tłumacza, którym jest Łukasz Praski. Nie będę ukrywał, że to jest mój ulubiony tłumacz powieści Deavera. Spodobało mi się tłumaczenie języka Harlemu. Można dzięki temu czytać taki zwroty jak "gadajom, że ktoś za niom chodzi" albo "lubie mocnom", co sprawia, że jeszcze bardziej wczuwamy się w klimat i pragniemy razem Rhyme'em jak najszybciej złapać mordercę.

Podsumowując, można stwierdzić, że to, jak bardzo spodoba ci się książka zależy od tego, na jakim etapie poznawania Deavera jesteś. Jeżeli to jest twoja pierwsza powieść tego autora, to wierz mi, że jest duże prawdopodobieństwo, że znajdzie się ona w gronie twich ulubionych. Jeśli zaś jesteś na etapie późniejszym, to i tak będzie ci się czytało ją wyśmienicie, bo wciąga niewyobrażalnie, tylko po zakończeniu będziesz odczuwał lekki niedosyt. Tak czy siak jest naprawdę warta polecenia. W końcu, jak powiedziałby Thompson Boyd, "to tylko kwestia, gdzie postawisz przecinek dziesiętny".

Copyright © 2002-2008 by Clive Cussler Site
Wszelkie prawa zastrzeżone