Clive Cussler - Czarny wiatr
 




Polecam czytanie Action Maga dołączanego do
CD-Action


Ostatnio wydane:



Źle się dzieje w państwie duńskim......... ???????? :-). Żart :-). Oczywiście nie jest tak źle. Nawet prawie w ogóle nie jest źle. Nowa powieść Cusslera na pewno nie zawodzi, choć można mieć kilka niewielkich zastrzeżeń. "Czarny wiatr" jest także chyba pierwszą, pod która podpisał się młodszy Cussler (Dirk zresztą :-)) i mam wrażenie że powoli dochodzi w klanie Cusslerów (jak i u Pittów) do zmiany pokoleniowej, ale nie ma co się dziwić. Staruszek Clive swój słuszny wiek już ma, a to, że w dalszym ciągu jego książki czyta się z przyjemnością, należy odczytywac jako największy sukces tego autora. Ostatnio kupując książki Cusslra zawsze mam obawy, czy oby się nie wypalił, czy nadal trzyma wysoki poziom, co jeszcze wymyślił? Pierwsze pozytywne zaskoczenie spotkało mnie już przy kasie. Kiedy już odliczyłem niecałe 35 zł. o których informowała mne itylna okładka, sprzedawca poprosił mnie o niespełna 30 :-). "Oby tak dalej, panie Cussler" - pomyślałem wtedy. No i mnie posłuchał :-).

Prolog wprowadza nas w ciasne pomieszczenia i korytarze japońskiego okrętu podwodnego z czasów II wojny światowej. Załoga otrzyamłą zadanie, którego wykonianie, nawet w obliczu ostatnich sukcesów aliantów, pozwoliłoby na odwrócenie losów wojny. Tajemniczy ładunek mający Japończykom pomóc, to Makaze - zły wiatr (czarny wiatr). Ma zostać zrzucony an USA za pomocą samolotów startujących z łodzi podwodnej. Spowodowałby śmierć milionów cywili, a Stany Zjednoczone, pogrążone w załobie, wycofałyby się z wojny. Na nieszczęście Japończyków, w akcji przeszkodził im amerykański okręt, który staranował wynurzoną łódź u zachodnich wybrzeży Ameryki.

Kilkadziesiąt lat później, już w XXI wieku, coś powoduje śmierć zwierząt na Alasce. Przypadkowo, jak zawsze :-), w pobliżu znajduje sie okręt NUMA, z młodym Pittem. Ratuje on drużynę lekarzy, mających za zadanie zbadanie zjawiska, którego sami mogli paść ofiarą. Na pożegnanie helikopter Dirka zostaje ostrzelany przez Azjatów z rybackiego kutra. Czyżby to byli Japończycy? W innym miejscu oceanu Pitt z Giordinem odkrywają zatopiony statek z niewzykłym ładunkiem. Okazuje się, że w znalezionych pociskach artyleryjskich znajduje się broń biologiczna... Niejaki Dirk Pitt Jr. zaczyna powoli odkrywać, o co chodzi, ale jego samochód zostaje zaatakowany przez Azjatów. Czyżby Japończycy?

W dalekiej Korei południowej, właściciel potężnego imperium, Kang, chce, żeby Amerykanie tak myśleli. Po co? Głupie pytanie. Chce odwrócić uwagę od jego prawdziwej ojczyzny - Korei północnej. W wyniku narastającej biedy państwa, dyktatorzy dążą do połączenia obu Korei na ich warunkach. Chcą więc się pozbyć Amerykanów, szykując największy w historii atak terrorystyczny. W ich laboratoriach udało się połączyć dwa niezwykle niebezpieczne dla ludzi wirusy - HIV i ospy. Razem tworzą groźną chimerę, z którą obecna medycena nie miałaby szans.

Fabuła jak zwykle u Cusslera stoi na wysokim, spiskowym poziomie, jednak kilka pierwszych rozdziałów nie czytało się tak przyjemnie jak zawsze i myślałem, że Cussler spłodził, obok Na dno nocy, swoją najsłabszą, według mnie pozycję (choć w jego przyadku nasłabsza i tak znaczy dobra). Kiedy więc akcja zaczęła pędzić do przodu jak oszalała, znalazłem w końcu starego, dobrego Cusslera. I kiedy tak pędziła, to nagle uderzyła w mur i się skończyła :-). Kolejny raz muszę narzekać na długość. I kolejny raz zacznę usprawiedliwiać Cusslera, bo przecież on już tyle książek napisał, a wymyślić coś nowego i się nie powtarzać to wielka sztuka. No ale prawda jest taka, że trzysta kilkanaście stron to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej...

Ale żeby dużo nie narzekać, muszę przejśc do największej, jak dla mnie, niespodzinki (bardzo miłej). Nie wiem, czy to ręka Dirka Cusslera, czy samo tak wyszło, ale powieść nabrała realności. Teraz co przez to rozumiem... Może czytaliście kiedyś Ludluma. Jego powieści czyta się myśląć, że w zasadzie mogłoby to się zdarzyć. U Cusslera zawsze ktoś chciał podbić świat dla kozryści swoich własnych, czasami było to okraszone leciutką nutką fantasy, czy też sci-fic i czytając człowiek doskonale się bawił, ale nie brał tego na serio. Teraz jest inaczej. Wszystko nabrało ..... logiczności? Można tak to chyba nazwać. Czym to osiągnął? Może pozbawił złych charakteów ambicji podbicia całego świata :-). Kiedy przeczytacie powieść, też chyba podzielicie moje zdanie.

Książkę da się czytać, więc gdyby nie nieco słabszy niż zwykle początek (nie chodzi o prolog, ale o rozwój akcji), to byłoby świetnie. No i długość też nie powala na kolana, ale tak już jest od kilku powieści... Może świeża krew młodego Cusslera sprawi, że doczekamy się znowu cegieł w stylu Sahara, Atlantydy, czy Złota Inków??? Trzymajmy za klan Cusslerów kciuki...

Copyright © 2002-2008 by Clive Cussler Site
Wszelkie prawa zastrzeżone