David Gibbins - Atlantyda
 




Polecam czytanie Action Maga dołączanego do
CD-Action


Ostatnio wydane:



Atlantyda. Mityczny ląd. Wciąż trwają spory o to, czy istniał na prawdę, czy jest li tylko i wyłącznie wymysłem starożytnych, którzy chcieli przedstawić swoją wizję idealnego świata. Świata, którego mieszkańcy żyli w niebywałej harmonii i dostatku. Sama nazwa już potrafi wywołać dreszczyk emocji. Chyba wystarczy, żeby pobudzić wyobraźnię, prawda? A jeśli do tego przeczyta się niesamowitą książkę, w której wszystko jest przedstawione tak, jak w tej tutaj przeze mnie recenzowanej, to aż chce się samemu wyruszyć na poszukiwania. Atlantyda to pierwsza powieść tego autora, ale jeśli będzie pisał więcej, to Cussler może się poczuć zagrożony :). Nie ma w tym ani trochę przesady. Począwszy od okładki po całą zawartość wszystko jest udane. A ja muszę dziękować niebiosom, że dane mi było przeczytać tę powieść.

Poznajcie Jacka Howarda. Archeologa. Wraz z przyjacielem Costasem Kazantzakisem, również archeologiem, i załogą Seaquesta znaleźli na dnie morza okręt z niewiarygodną ilością bogactw na pokładzie. Wyglądają wciąż tak, jak w chwili, kiedy je załadowano. Ustawione w równe rządki i gdyby nie ten muł i woda na pewno oślepiałyby blaskiem. Ich uwagę przykuł pewien szczerozłoty dysk z wyrytymi inskrypcjami. Co one mogą znaczyć?

Poznajcie Maurice'a Hibermeyera. Archeologa. Właśnie prowadzi wykopaliska gdzieś na pustyni w miejscu, w którym wielbłąd przypadkowo wyrył dziurę. Jego studentka znalazła właśnie mumię, na bandażu której są jakieś napisy. Jedno z lepiej zachowanych słów to ... ATLANTIS. Co to może oznaczać?

Nasi bohaterowie są znajomymi. Łączą ich czasy studenckie. A dokładniej, Hibermeyer był wykładowcą Howarda. Hibermeyer chce omówić odkrycie. Obecnością zaszczycił ich wspólny mentor obu panów - prof. James Dillen. Jest tam jeszcze niejaka Katia Swietłanowa - rosyjska specjalistka od archeologii. Stało się. Atlantyda naprawdę istniała!!!

Tak wygląda zarys fabuły. Jeśli jeszcze się nie zdecydowaliście na przeczytanie tej książki, to uwierzcie, że tylko przez moją literacką nieudolność. Tym bardziej, że powieść jest podobna do stylu Cusslera. Na początku mnie to trochę drażniło, bo myślałem, że Gibbins po prostu zjeżdża na żywca :). Chodziło o głównych bohaterów. Jack Howard to tak naprawdę drugie wcielenie Dirka Pitta, a Costas to po prostu Al Giordino - tym razem, dla niepoznaki - Grek :). Zdradziło go to, że też jest niski, ma szerokie bary i sporą siłę jak na takiego kurdupla. Są przyjaciółmi, którzy niejedno przeżyli razem, a w ciągu powieści ciągle żartują i też są nieśmiertelni :). Jak przeczytacie, to naprawdę zauważycie, że duet Pitt-Giordino i Howard-Costas cechuje "tasamość". Zresztą podobieństwo nie kończy się tylko na głównych bohaterach. Akcja jest osadzona na morzu, bohaterowie używają nieznanego szerszej publiczności sprzętu, popadają po drodze w konflikt ze złym charakterem (poszło o wielkie metalowe "coś" leżące przez dłuższy czas przy Atlantydzie), ratują się z niesamowitych opresji. W sumie to gdyby napisał to Cussler, nie zdziwiłbym się.

Niezwykle podobają mi się analizy o Atlantydzie, czy to oparte na prawdziwych zapiskach starożytnych, czy to zmyślonych na potrzeby książki. Autor jest z zawodu i wykształcenia archeologiem podwodnym i zapewne nie jeden raz coś takiego robił na żywo, ale ja niestety nie mam tych zabawek na co dzień i musze się zadowolić profesjonalizmem pisarzy takich jak Gibbins właśnie. Zresztą hipotezy wydają się tak realne, że bez żadnego problemu można w to wszystko uwierzyć bez większego wysiłku. Wystarczy dać się porwać akcji :). Te wszystkie ciekawostki historyczno - archeologiczne dodają niezwykłego uroku.

Kiedy już bohaterowie znajdowali się w Atlantydzie i podróżowałem z nimi nie mogłem wyjść z podziwu nad bogactwem opisu i pomysłowością autora. Atlantyda aż się prosi o sfilmowanie!!! Ja nie przeżyję jeśli nie zobaczę tego wszystkiego na ekranie. Wszędzie panująca ciemność i reflektory pojazdu głębinowego w niewielkim stopniu oświetlające przestrzeń wokół. Wyobrażam sobie tą poświatę, grobową ciszę i świadomość ogromnego odkrycia. Bajka. Zresztą autor, nie wiem czy świadomie, czy samo tak wyszło, zastosował ciekawy manewr. Chodzi o to, że narracja skupia się niemal przez cały czas przy głównych bohaterach i nie jest przerywana jakimiś rozdziałami o czymś zupełnie innym. Nie musze się zatem denerwować, kiedy rozdział kończy się wyborem któregoś z korytarzy, a następny przenosi się na druga stronę globu. Czasami potrafi to drażnić jak reklamy Vanisha.

Jeśli chodzi o minusy, to najpoważniejszym jest chyba umieszczenie czarnych bohaterów. Moim zdaniem bez problemu można było zostawić sam wątek poszukiwania Atlantydy, bo dla mnie był wystarczająco atrakcyjny i napędzał akcję dostatecznie szybko. Jakże inna byłaby to książka od innych z kategorii sensacji. Szkoda, że Gibbins chyba nie uwierzył w swoje możliwości. Naprawdę szkoda.

Za to na osłodę autor dorzucił na samym końcu dodał kilka stron, na których wyjaśnia tło historyczne, na podstawie którego powstałą powieść. Oczywiście samo odkrycie Atlantydy jest fikcją, ale jak pisze sam autor, tło archeologiczne jest na tyle wiarygodne, na ile pozwala narracja. Fajnie sobie takie coś przeczytać, zwłaszcza, jeśli nie jest się choćby magistrem archeologii, geografii albo historii.

Na tylnej okładce jest zdanie (równoważnik zdania :-)), doskonale oddające i podsumowujące książkę. "Fascynująca eksploracja zagadek historii". Myślę, że sam nie znalazłbym lepszych słów na zachętę. Nie jest to moim zdaniem typowa powieść przygodowa, bo walka z całym złem tego świata jest tutaj mimo wszystko zepchnięta na dalszy plan, a cała uwaga czytelnika skupia się na odkryciu dokonywanym przez bohaterów. Naprawdę warto przeczytać.

Copyright © 2002-2008 by Clive Cussler Site
Wszelkie prawa zastrzeżone